Na "Dzikim Zachodzie" :)

Odkąd urodziła się Zosia nasza domowa rzeczywistość stała się jakby bardziej ... dzieciowa ! To nawet logiczne bo mając jedno dziecko zdecydowanie łatwiej złapać oddech oddając owe dziecko w ręce drugiego rodzica. Gdy masz jednak drugie dziecko oddanie jednego nie powoduje wypełnienia po brzegi płuc świeżym powietrzem 😉 Bo matematycznie rzecz ujmując jeżeli dwoje dzieci stanowi 100% ogółu dzieci jakie posiadasz a w ręce taty oddasz jedno to nadal pod Twoja własną opieką pozostaje 50% dzieci 😉 To są fakty - z tym się kłócić niestety nie można 😉
My żeby odpocząć od tej naszej rzeczywistości staramy się raz na jakiś czas wyjechać, zmienić środowisko i uwolnić głowę od codzienności. Wprawdzie wyjeżdżamy zawsze z naszą szaloną dwójką ale tam gdzie znika rutyna  życie zaczyna biec jakoś zupełnie inaczej.
Wybieramy przy tym takie miejsca gdzie Tymek i Zosia będą mieli się czym zająć (a raczej Tymek bo Zosi do szczęścia potrzebne są tylko ręce chętne do noszenia). Tymek kocha konie wprawdzie dotąd kochał je tylko na dystans i musiał on mierzyć przynajmniej kilka kroków ale chcieliśmy jednak żeby właśnie ten wyjazd zniwelował te bariery ;)
Tata Tymka znalazł miejsce na pozór idealne - duża przestrzeń, stadnina koni, huśtawki, trampolina czyli wszystko to czego tak bardzo potrzebowaliśmy na tamtą chwilę. Według wszelkich zapewnień mieliśmy mieć dostęp do koni - oglądnie z bliska, głaskanie a za opłatą nawet i jazdy konne - wymarzone  miejsce dla Tymka ! Po przyjeździe niestety niektóre rzeczy uległy  szybkiej weryfikacji - miejsce rzeczywiście bajeczne, wszelkie udogodnienia dla dzieci obecne, konie były ale ... no właśnie cudem było się do nich dostać a raczej my się do nich nie dostaliśmy więc cudu nie doświadczyliśmy. Konie mogliśmy podziwiać z daleka na wybiegu i to by było w sumie na tyle bo bramy/drzwi od stajni zamykano nam wprost przed nosem... O przełamaniu się tam Tymka do koni - nie było więc mowy i to właśnie przelało naszą szalę goryczy. Zmiana miejsca była nieunikniona ! Gdy dojechaliśmy do kolejnego punktu otwierając drzwi od samochodu wprost buchnęło  ciepłem i to nie ze względu na panujące akurat upały a fakt, że ciepło to emanowało od gospodarzy i ludzi przebywających tam. Tymek od pierwszych chwil zachwycony - konie, konie, konie - wszędzie konie ! Stajni kilka, wybiegi, ujeżdżalnie i to wszystko na wyciągnięcie jego małych rączek. Stajnie były otwarte co ułatwiało spotkania z konikami (wszystko z głową i pod nadzorem rodzica), kucyki gotowe do jazdy - czego można było chcieć więcej ?!
To co nas dosłownie urzekło to życzliwość z jaką się tam spotkaliśmy i ta domowa atmosfera.. To było miejsce, w którym nikt na nas nie spoglądał ukradkiem, nie współczuł, w którym poczuliśmy się tak po prostu normalnie. Tam też potwierdziło się to co w głębi serce wierzyliśmy, że nie każdy nastolatek boi się niepełnosprawności i się z niej wyśmiewa, nie każdy odwraca od niej wzrok i nie każdy nie toleruje odmienności. Te dwie  dziewczyny miały w sobie tyle empatii że mogłyby podzielić się nią z innymi ludźmi  a i tak pozostała by jaj spora doza !
Dziękujemy wszystkim tam obecnym, że mogliśmy się poczuć tak jakbyśmy chcieli czuć się w każdym miejscu do którego wjeżdżamy ! Dziękujemy za tę cierpliwość i życzliwość dzięki której Tymek w końcu przełamał jedną ze swoich większych barier a my mogliśmy dumnie spoglądać jak te barierę łamie! Dziewczyny gdyby nie Wasze zaangażowanie i ciągła zachęta do podejmowania kolejnych prób może do dziś Tymek byłby w punkcie wyjścia a teraz robi się z niego całkiem niezły jeździec prawda !? 😉
Chcecie wiedzieć gdzie znajdziecie to piękne miejsce ze wspaniałymi ludźmi ? Zapraszamy do województwa lubuskiego a tu już prosta droga do Rancho Frontczaka. My wrócimy tam na pewno !















Mama Tymka


Komentarze

Popularne posty