Mamuś ja przecież nienawidzę różu !

Takie słowa padały z moich ust odkąd dowiedziałam się, że będę miała córkę i ilekroć  Babcia skrupulatnie każdego dnia próbowała przekonać mnie do ubranek dziecięcych właśnie w tym kolorze. Zarzekałam się wtedy, że kto jak kto ale ja zdania nie zmienię bo przecież jest tyle innych kolorów, które świetnie nadają się dla dziewczynki - wliczałam w to nawet i grafit lub czerń.

Nigdy jakoś specjalnie nie przepadałam za tymi wszystkimi "dziewczyńskimi" ciuchami. W mojej garderobie królują spodnie i spodenki w kolorystyce różnorakiej oprócz wszelakich odcieni różu - tak przynajmniej było do narodzin Zosi.

Ja mama Tymka - chłopca z krwi i kości z racji posiadania syna wprost ubóstwiająca przebieranie w męskiej garderobie nagle miałam stać się fanką tych wszystkich falbanek, tiulów, opasek, kokardek, pomponów i innych upiększaczy, których nazw nawet nie znam!  Co to, to nie ! Gdy Babcia szukała najbardziej dziewczęcych i wymyślnych ubrań , ja starałam się udowodnić jej i sobie, że i bez tego wszystkiego Zosia będzie wyglądało szałowo i dziewczęco. 

Najpierw były kompromisy - tiul ale granatowy, szarości, mięta a dodatki w delikatnym pudrowym różu. To przecież jeszcze nie jest odejście od swoich przekonań ? W końcu to tylko taki maleńki drobiazg... Jak się później okazało to właśnie  był początek tego co nieuchronnie miało nastąpić. 

Potem były jedne legginsy, bluza, bodziaki, czapeczki, skarpetki, tu pajacyk tam opaska i zanim zdążyłam się dobrze zastanowić Zosia miała już całkiem pokaźną kolekcję ciuszków przeznaczonych stricte dla dziewczynki i to w kolorach nie innych jak różowych ! Jednak nie to okazało się najgorsze a to, że i do mojego życia wkradł się podstępnie róż. Na początku były buty... (dobrze, że chociaż zostałam wierna sportowemu lookowi) potem koszulki z różowymi dodatkami a jakby tego było mało wymieniając telefon na nowszy zamówiłam taki z obudową nie inną jak w pudrowym różu... i od dziwo nie przeszkadzał mi nawet fakt, że przez to czas oczekiwania na niego wydłużył się do kilku tygodni... 

Do dziś zastanawiam się jak ja, zdeklarowana po wsze czas antyfanka wszystkiego co różowe mogłam tak szybko dać się omotać i co gorsza nie wyrażać dalszych sprzeciwów wobec takiej kolorystyki. Czyżby za pomocą Zosi zaszła we mnie jakaś przemiana ? :) A może to tylko chwilowa fascynacja, która zniknie równie szybko jak się pojawiła ? 

Czas pokaże a tymczasem ... Różu trwaj ! :)







Mama Tymka i różowej Zosi :)

Komentarze

Popularne posty