„No tak – Down”

Brak czasu – to zjawisko powszechne, dopadające w swojej podstępności każdego kto choć na chwilę straci czujność i da się pochłonąć bez reszty codziennym lub „niecodziennym” zadaniom.
W jednej z ostatnich rozmów z moją A. stwierdziłam, że dopadł mnie właśnie takowy brak czasu a dotyczy on mojego blogowego życia. Wpisy dodawane niegdyś kilka razy w tygodniu powoli zmniejszały swoją częstotliwość  „pojawiania” się.  Usłyszałam wtedy, że odnalazłam odpowiedź na nasze gdybania „Dlaczego blogi umierają?” – a przecież jeszcze tak niedawno pisała o tym Tymkowa Babcia. To tak zwana śmierć naturalna – powolne zaniechanie – i  w tym momencie chciałam przyrzec przed sobą i przed Wami, że co jak co ale na bloga czas zawsze znajdę  – powstrzymałam się jednak przypominając sobie od razu każdą kolejną podejmowaną przeze mnie próbę napisania tego posta. Zawsze było coś ważniejszego, coś bardziej korcącego to coś co wymagało mojej u wagi tu i teraz a nie zaraz. Takim zaraz, za chwilę, później, potem, stało się natomiast pisanie.
Blog jest jednak częścią mojego życia, zakorzenił się w nim na tyle głęboko, że odczuwałam coś w rodzaju wyrzutów sumienia z powodu „zaniedbania” go. Nie prowadzę bloga tylko dla siebie a raczej prowadzę go przede wszystkim dla Tymka. Bo to co oczywiste dla mnie wcale nie musi takowe być dla Was.

Kiedyś chciałam udowadniać za wszelką cenę – że nasze życie może być zwyczajne, że Tymek może wiele, że jest przede wszystkim człowiekiem bez tej łatki, która przylgnęła do niego wraz z wykonanym pierwszym oddechem. Potem zrozumiałam, że tak jak Tymek nie musi nam nic udowadniać tak i ja nie chce tego robić. Chcę natomiast pokazać, że ta nasza rzeczywistość wcale nie musi  być i nie jest taka straszna. Mamy swoje wzloty, mamy też upadki co jest przecież domeną każdego istnienia.

W czasie jednego z naszych wyjazdów w celach innych niż rehabilitacyjne, po serii radosnych okrzyków i pisków ,czyli wszelakich oznakach niepohamowanego szczęścia u Tymka, najpierw były spojrzenia. Dwójka młodych ludzi bacznie nam się przyglądała aby następnie szepcząc między sobą – skomentować: „No tak – Down”. Wszem i wobec pragnę zaznaczyć, że Tymek choć ma zespół Downa to jest przede wszystkim dzieckiem. Dzieckiem, które uwierzcie mi rządzi się własnymi prawami, a zachowanie (a raczej jego wybuchy radości), które zostały w tamtym momencie przypisane „Downom” są charakterystyczną cechą każdego dziecka nieskalanego jeszcze „złem tego świata” potrafiącego cieszyć się z rzeczy naprawdę błahych.

Chciałabym i będę z całych swoich sił dążyć do tego żeby każdy z nas dostrzegał to co i ja dostrzegam –  że niepełnosprawność nie jest i nie będzie stanowić żadnej przeszkody w byciu po prostu wartościowym człowiekiem.



  Mama Tymka

Komentarze

Popularne posty