Korzystamy z dobrodziejstw :)

Często jest tak, że gdy robimy z Tymkiem „coś fajnego” (przynajmniej nam się wydaje, że to fajne ale to ocena subiektywna) to od razu staramy się tym pochwalić na fanpagu facebookowym. Nie zapominamy przy tym, że mamy bloga i obiecujemy sobie opisać to przy okazji kolejnego posta. Gdy jednak przychodzi moment naszej szaleńczej twórczości jest tyle innych rzeczy  do przekazania,  że to co było wcześniej idzie w niepamięć. Tym razem jednak postanowiłam nasze poczynania dodać wprost na bloga :) 

Dzięki temu, że „udzielamy się” na facebooku i na blogu a także lubimy korzystać z czarodziejskiej mocy Internetu dostajemy od Was wiele cennych rad i pomysłów, które możemy przekazywać dalej tak żebyśmy nie tylko my korzystali z tych dobrodziejstw :)

Całkiem niedawno pod Tymka zdjęciem z piaskiem kinetycznym (genialny wytwór) przeczytaliśmy komentarz, w którym zachęcano nas do zabaw z wykorzystaniem cieczy nienewtonowskiej.  Przyznajemy – nigdy wcześniej o tym nie słyszeliśmy ale od momentu opublikowania komentarza do momentu, w którym nasz przyjaciel Internet wytłumaczył nam co to jest, nie minęło nawet kilka sekund – to była tak zwana „prędkość światła”  :)

Nie będziemy nakreślać jak wykonać samemu taką ciecz gdyż wpisując w google  pożądaną  frazę  pojawi się tyle „tajnych” receptur, że nie będziecie wiedzieć, z której skorzystać. My obejrzeliśmy filmik udostępniony na youtube: „Ciecz nieniutonowska

W sporządzeniu cieczy nie ma żadnej filozofii, cała mikstura jest dwuskładnikowa a przy tym składniki są naturalne co przy małych dzieciach, u których priorytetem jest poznawanie świata za pomocą otworu gębowego (mam nadzieję, że żadnego małego posiadacza owego otworu tą nazwą nie urażę) wydaje się być dosyć istotne. Tymek nie omieszkał spróbować przygotowanego wspólnymi siłami „maziajstwa”  i ku mojemu zdziwieniu grymasu obrzydzenia nie było ! Filozofia zaczyna się dopiero gdy obserwujemy zachowanie owej cieczy, która po chwili zdaje się wcale nią nie być:) Ni to ciecz ni to ciało stałe :)

W tym całym podekscytowaniu popełniłam jeden podstawowy błąd przez, który  dywan gdyby  mógł wyrażać swoją opinię to byłby jedynym niezadowolonym  w tym gronie. Kolejne nasze „spotkanie” z cieczą mamy zamiar wzbogacić barwnikami spożywczymi tak aby nie znudziła się wymagającemu „testerowi”, przysięgamy także wszem i wobec zadbać o dywan i zabezpieczyć go co najmniej jedną warstwą folii malarskiej żeby w całej swojej  łaskawości miał szansę nam jeszcze trochę posłużyć.
POLECAMY ! Ciecz nienewtonowska okazała się być nie tylko wspaniałą zabawą ale też domową wersją terapii sensorycznej :)
Sami zobaczcie :) 







 Mama Tymka

Komentarze

Popularne posty