To co najważniejsze w życiu …


Lubię ten okres przed, przed świąteczny, który datuje się u nas na czas przed 6 grudnia, przed świąteczny po 6 grudnia i świąteczny od 24 grudnia aż do Sylwestra . Każdy z nich ma swój szczególny urok i duże znacznie zarówno  dla mnie jak i mojej rodziny a odkąd pojawił się w naszym życiu Tymek i jemu to zamiłowanie staramy się „przekazać”. W pełni świadoma jestem jednak tego, że nie każdy popiera mój optymizm i zachwyt nad tym okresem a powodów ku temu znajdzie się pewnie wiele.

Tego roku sytuacja w jakiej się znaleźliśmy nie pozwoliła nam na nasze zwyczajowe celebrowanie tych wyjątkowych chwil. Choć 5 grudnia naszykowaliśmy buty co by Pan w czerwonym kubraczku mógł podrzucić słodkości w odpowiednie miejsce, a 6 grudnia z samego rana ochoczo sprawdziliśmy ich zawartość, wybraliśmy też  naszą pierwszą w tym okresie ale na pewno nie ostatnią choinkę to nadal nasze myślisz wiodły nas do dnia 9 grudnia. To właśnie na ten dzień mieliśmy wyznaczoną wizytę w szpitalu w Poznaniu w celu kontroli Tymkowego serca.  Po naszych ostatnich sierpniowych doświadczeniach byliśmy pełni obaw – wiadomość o pogłębiającej się wadzie serca u Tymka wizja operacji/zabiegu, która stawała się coraz bardziej realna zwaliła nas z nóg. Baliśmy się tego co możemy usłyszeć teraz a strach pogłębiał się z każdą  kolejną sekundą  przybliżającą nas do dnia wizyty.

Lęk o własne dziecko jest  jednym z najgorszych jakie dotąd poznałam, to taki rodzaj strachu, który Cię przenika i nie daje o sobie zapomnieć, nie da się go zignorować czy też wyciszyć a jeżeli uda Ci się zająć myśli choć na krótką  chwilę czymś innym lęk ten uderza  ze zdwojoną siłą i wraz z wyrzutami sumienia pokazuje gdzie Twoje miejsce. Towarzyszy Ci cały czas i wierci dziurę jak długo i głęboko się da. Tak też było w naszym przypadku, czuliśmy jakby owa dziura biegła już na przestrzał naszych ciał. 9 grudnia z samego rana wyruszyliśmy z towarzyszącym nam strachem ale też ze wsparciem najbliższych – czuliśmy ich zaangażowanie i wiedzieliśmy że nie pozostajemy z tym sami.  Będąc na tak zwanym „nasłuchu” czekali na wieści i nie brali pod uwagę, że mogłyby one być inne niż dobre ! Tego roku dostaliśmy od Tymka najwspanialszy prezent jaki mogliśmy sobie kiedykolwiek wymarzyć, prezent, którego nie da przeliczyć się na złotówki a miarą jego wartości jest nasze szczęście – dziura w sercu Tymka zmniejszyła się o połowę.

Pełni werwy i entuzjazmu mogliśmy wrócić do domu i rozpocząć przygotowania do wprowadzania świątecznej atmosfery i choć wiedzieliśmy to już od dawna to po raz kolejny życie dowiodło nam, że pieniądze choć tak bardzo potrzebne to nie są najważniejsze a już na pewno nie są najcenniejszą rzeczą jaką człowiek może posiadać .








Mama Tymka 

Komentarze

Popularne posty