„Popadywanie” jest rzeczą ludzką …

Jak może już zauważyliście jestem człowiekiem i to takim z krwi i kości – no dobra może jeszcze z kilku, a nawet kilkunastu procent tłuszczu no i paru ważnych narządów i tkanek :D Jednak bardziej istotne  jest to, że ja jako ów  człowiek zaczynam „popadywać”. Poprzez „popadywanie” należy tutaj rozumieć takie na „łeb na szyję” – choć  z technicznego punktu widzenia  padanie na samą  szyję należy do zjawisk ekstremalnych i trudnych do wykonania.

Wracając jednak  do sedna sprawy to poza ową głową i szyją zauważyłam, że pozostałe części mojego ciała wykazują dziwną siłę przyciągania względem powierzchni płaskich, na których da się poleżeć, posiedzieć w celu nie innym jak wypoczynkowym a raczej odpoczynkowym.

„Popadując” sobie to tu, to tam zaczęłam rozmyślać jakie zmiany zaszył w moim życiu w ostatnim czasie, że zaobserwowałam takie wzmożenie tego procesu. Wydawałoby się, że skoro Tymek jest coraz bardziej mobilny – opanowane do perfekcji czołganie pozwala mu przecież na samodzielne przemieszczanie się pomiędzy pomieszczeniami,  to przeciążony dotąd kręgosłup od dźwigania tych nadprogramowych kilogramów radości powinien być przecież wypoczęty!

NIC BARDZIEJ MYLNEGO. Tymek nie marnuje swoich sił na próżno, więc po każdą zabawkę, która „oddali się” od niego do tego stopnia żeby wymagało to interwencji w postaci przejścia z punktu „a” do punktu „b” próbuje wysłać szybkim wskazaniem palca i jęknięciem inną  osobę znajdującą się w zasięgu jego wzroku. Jego mobilność jest jednak zaskakująco dobra żeby nie powiedzieć doskonała – szkoda tylko, że siłą napędową jego ciała są nogi każde inne tylko nie jego własne. Ulubioną zabawą Tymka jest tak zwany berek podczas, której jego rola ogranicza się do dyrygowania poszczególnymi członkami rodziny i wyboru osoby, która stanie się jego środkiem transportu.

Oprócz Tymkowej mobilności, a raczej jego niechęci do niej  na moje zmęczenie miał wpływ fakt pomieszkiwania  Tymkowego taty w domu. Zwykle Tymkowy tata po prostu w nim mieszka co wiąże się też z angażowaniem się w życie rodzinne. Pomieszkiwanie ma to do siebie, że zwykle osoba pomieszkująca wpada po czym szybko „wypada” z danego miejsca. Nawał kursów, kursiczków, szkoleń i wszystkiego innego co wiązało się z częstymi wyjazdami sprawił, że o zaangażowaniu mowy nie było. Wraz ze znikającym co chwila Tymkowym tatą nie zniknęły jednak codzienne obowiązki a to co skrupulatnie mniej lub bardzie sprawiedliwe dla jednej ze stron dzielone było między nas,  nagle stało się jedną wielką nierozrywalną całością, którą czy tego chciałam czy nie to przejąć musiałam. Zdałam sobie właśnie wtedy sprawę, że prędzej czy później w moim życiu wszystko wróci do punktu wyjściowego: Tymkowy tata przestanie pomieszkiwać, a będzie po prostu mieszkać i wszystko to co spadło teraz na mnie ponownie zostanie rozdzielone, są jednak rodziny, w których taka sytuacja jest codziennością, w których to cały ciężar spoczywa na barkach tylko jednej osoby.

Chylę więc czoła przed tymi mamami, tatami (odmianę tego słowa skonsultowałam ze słownikiem), opiekunami, którzy pomimo braku drugiej osoby do pomocy świetnie sobie radzą. Chylę czoła przed tymi , którzy mają więcej niż jedno dziecko, a potrafią tak zorganizować czas, że „popadywanie” zdarza im się rzadziej niż rzadko, podziwiam tych, którzy pomimo popadywania wstają każdego poranka z nową porcją energii gotowi na kolejne wyzwania i robią to jeszcze z uśmiechem  na twarzy :D

P.S. Mamuś dziękuję Ci, że pomimo tego, że w ostatnim czasie zjawisko „popadywania” było i Tobie bliskie postanowiłaś nie dopuścić żeby moje popadywanie nieuchronnie zmierzało ku padnięciu .



Mama Tymka 

Komentarze

Popularne posty