„FU” potrzebne od zaraz…

W ostatnim czasie wraz ze zmianą preferowanej pozycji ciała z całkowicie płasko leżącej  do siedzącej nastąpiła  także ogromna zmiana na pozycji lidera wśród zabawek. Ubóstwiane dotąd balony ustąpiły miejsca tak zwanemu „FU” ! Tłumacząc z języka dziecięcego na nasz bardziej  „dorosły” FU to :
  • wszystko to co da się przywiesić na mniejszej lub większej wysokości z uwzględnieniem jednak faktu, że im wyżej tym staje się to bardziej pożądane i atrakcyjne,
  • co przy pomocy rączek ewentualnie wydmuchanego poprzez usta powietrza da się wprowadzić w ruch.
Choć sprawa wygląda mało skomplikowanie to znalezienie odpowiedniego FU stanowiło dla nas nie lada wyzwanie. Owe FU wprawione przez Tymka w ruch musiało wykonać od kilku do kilkunastu bujnięć w przeciwnym razie początkowa  euforia  szybko zmieniała się w jęki, piski poprzez krzyki aż do totalnej obrazy Tymkowego majestatu w stylu: „Jak śmiałeś zwykły śmiertelniku dać mi FU, które wcale  okazuje się nim nie być „. Wierzcie mi na słowo: Jego mina mówi sama za siebie!
W poszukiwaniu tego jedynego FU, przetrząsnąwszy kuchenny, pokojowy i łazienkowy a tak na dobrą sprawę to cały domowy  asortyment poczułam pełną rezygnację i zwątpienie w znalezienie tego idealnego obiektu Tymkowych westchnień . Gdy pogodziłam się już z klęską i wizją podwieszania pod sufit koszyczka wypełnianego różnymi mniej lub bardziej brzęczącymi rzeczami,  przeglądając poranną internetową „prasę” z prawej strony monitora tam gdzie zwykle pojawiają się te uprzykrzające życie reklamy dojrzałam TO ! W mojej głowie kłębiły się wciąż te same pytania – „Czyżby ? Czy właśnie to spełni wszelkie kryteria wymagającego Tymka ?” Nasze spełniało aż nadto – oprócz potencjalnego FU oferowało wszystko to czego rodzic oczekuje a wręcz pragnie  – chwili spokoju :D

Namiot edukacyjny inaczej zwany domkiem odkrywcy a przez nas źródłem FU stał się odpowiedzią na nasze modły. Oczywiście jako rodzice musimy wykazać się kreatywnością i raz na jakiś czas wprowadzać odpowiednie modyfikacje tak aby obiekt pożądania nie stał się w konsekwencji szeroko pojętego znudzenia, spowszednienia stałym bywalcem zacisznych domowych kątów.
Namiot oprócz „fufania” posiada wiele innych funkcji, które dla Tymka pozostają jeszcze w sferze odkrywania lub wykorzystywane są w dosyć niekonwencjonalny  sposób. Jego nieszablonowe myślenie pozwoliło z pojemników do przechowywania piłek zrobić praktyczną półkę na butelkę z piciem. „Zjeżdżalnia” dla piłek ćwiczy sprawność paluszków i rączek  poprzez ciągły demontaż poszczególnych elementów oraz usilne próby ponownego montażu.
Daję 3 razy TAK namiotowi a nawet i 4 za zdolność skupienia uwagi Tymka na więcej niż 5 minut :)







Mama Tymka

Komentarze

Popularne posty