Było … minęło…

Dobrze pamiętam czasy kiedy to JA – aktualny stan -  DUMNA MAMA TYMKA- wyznawałam politykę anty-dzieciową. Komedie, które ukazywały niemowlaki jako maszyny produkujące kupki, siuski a do tego gratisowo dochodziło niemal zawsze ulewanie, utwierdzały mnie w tym ,że decyzja moja należała do słusznych. Szanowałam swój czas, swoje potrzeby i byłam z tego dumna ! Widok dzieci sprawiał , że czułam się nieswojo a wręcz byłam zakłopotana. Moja wiedza dotycząca maluchów, ograniczała się do tej „zdobytej” poprzez wpatrywanie się w tv – o ile można tu mówić o jakiejkolwiek przydatnej wiedzy. Wiem ,że to może wydawać się  niektórym dziwne a nawet anormalne biorąc pod uwagę, że jestem kobietą a naturalny instynkt powinien nieuchronnie prowadzić mnie ku macierzyństwu ale byłam wtedy zdeklarowaną anty-mamą .Tak to właśnie cała JA  z czasów przed Tymkowych, lubiłam:
  • pospać względnie powylegiwać się w łóżku do 10 w weekendy (któż w sumie tego nie lubi?);
  • jechać na niezaplanowane, niekontrolowane zakupy ;
  • wsiąść w samochód i nie martwiąc się o nic wyjechać do koleżanki na wspólne robienie pizzy;
  • po pracy rzucić się na łóżko i odkładać obowiązki domowe na później;
  • obejrzeć kilka ulubionych filmów pod rząd;
  • będąc pasażerem czytać książki w samochodzie;
  • tę słodką beztroskę i fakt, że największą odpowiedzialność jaką ponoszę to za swoje własne życie.
Choć cały czas twierdziłam, że brak mi na wszelkie czynności  czasu to tak naprawdę okazuje się, że sama przed sobą usprawiedliwiałam swoją niechęć do zrobienia czegokolwiek, powszechnie zwaną lenistwem;) Szkoda, że człowiek tak dziwnie jest stworzony, że zaczyna dostrzegać to i owo dopiero jak jego sytuacja ulegnie zmianie. Idąc tym tokiem myślenia śmiem przypuszczać, że przy kolejnym dziecku może okazać się, że mój aktualny bilans wolnych chwil jest całkiem dobry a już na pewno wychodzi na plus. Patrząc z perspektywy czasu dziś powiedziałabym, że lubię te same rzeczy przy czym jednak, jedne musiały ulec lekkiej modyfikacji a inne „zaakceptować” fakt posiadania towarzysza.
  • śpię krócej bez względu na to czy to środek tygodnia czy weekend –  za to mam więcej czasu dla bliskich, dla siebie i  na codzienne obowiązki a dzień jest zdecydowanie dłuższy;
  • jeżdżę na zakupy a raczej jeździmy – ale są one starannie zaplanowane począwszy od godziny wyjazdu poprzez okres jaki tam możemy spędzić aż po czas powrotu;
  • nauczyłam się, że odkładanie jednych obowiązków na później zwiastuje ich rychłe spotkanie się z kolejnymi – o zgrozo !
  • oglądam – disco polo, bajki oraz wiadomości jak Tymkowy tata jest w domu – czasy filmowe pozostają nadal w sferze marzeń;
  • podczas jazdy samochodem (oczywiście na tylnym siedzeniu ze współlokatorem) śpiewam, tańczę, wygłupiam się ale nic z czytaniem to nie ma wspólnego :)
Jestem odpowiedzialna już nie tylko za siebie i choć czasami czuję brzemię tej odpowiedzialności na swoich barkach to zdecydowanie sprawca tego jest wart każdego ciężaru dźwigniętego przez moje ramiona :D
Gdyby ktoś spytał mnie, czy „tamte czasy” były lepsze, odpowiedziałabym, że były po prostu inne. Przejście jednego etapu prowadzi do wejścia w drugi a tym samym ciągnie to za sobą zmiany :D Ważne żeby bilans dobrych konsekwencji tych zmian zawsze był dla nas dodatni :D





Mama Tymka



Komentarze

Popularne posty