„Rozstania” i powroty …

Pakuję walizki, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastują piękną pogodę , ja dobrze znając przymiot losu jakim jest jego złośliwość zabieram też ciuszki „zimowe” wliczając w to kombinezony i puchowe kurtki, jest jednak coś czego do walizki nie zabieram … Z postanowieniem odcięcia się od tego zamykam torby,  okna, przekręcam 2 razy klucz w drzwiach i zostawiam to wszystko w murach domu – dobrze wiem, że to tylko na te 5 dni, na te błogie  długo wyczekiwane 5 dni. Tak właśnie zostawiając wszystkie problemy za sobą wyruszyliśmy do naszego ukochanego Karpacza – miejsca, w którym to z moim mężem spędziliśmy pierwszy wspólny urlop, miejsca, w którym padło to magiczne pytanie dzięki, któremu dziś możemy dumnie nazywać się mężem i żoną :)

Tymkowi pokazywaliśmy „nasze Karpaczowe zakątki”  już niejednokrotnie jednak teraz było inaczej Tymek już w pełni świadomy zarówno  swoich praw i obowiązków a przede wszystkim praw stał się naszym prywatnym przewodnikiem a raczej dyrygentem i egzekutorem w jednym. Pierwszy dzień pobytu uświadomił nas, że Tymek  będąc prawie dwulatkiem oprócz tych wszystkich och i achów zyskał coś jeszcze coś co czaiło się w zakamarkach i nieubłaganie rosło w siłę – tak, tak o Tobie mowa – buncie dwulatka -  WYKLINAM CIĘ ! Nigdy nie przypuszczałam, że można jednocześnie czegoś  bardzo chcieć i  kategorycznie tego nie chcieć. Wszyscy „posiadacze” dwulatków dobrze wiedzą o czym mówię – to jak codzienna walka o przetrwanie , jak stąpanie po cienkim lodzie, znalezienie się na polu minowym czy tez przebywanie z tykającą bombą.  Dowiedziawszy się w międzyczasie od Mam bardziej doświadczonych, które przeżyły lub są w trakcie „przeżywania”  tego okresu, ze może on trwać dłużej niż sama nazwa na to wskazuje zaczęłam wznosić modły żeby w przypadku Tymka skończyło się to tu i teraz … Uff następny dzień przyniósł ulgę ów bunt okazał się przedbuncikiem mając jednak cały czas w pamięci ciemną stronę naszego Tymka obawiam  się dnia, w którym to ten  przedbuncik przerodzi się w najprawdziwszy bunt.  W tym właśnie miejscu chcielibyśmy jednak podziękować  Tobie Tymku za odroczenie decyzji o bezwzględnym wejściu w fazę buntu dwulatka i zaniechanie wszelakich fochów i mniejszych foszeczków.  Dzięki Twojej wspaniałomyślności udało nam się:
  • sprawdzić, przetestować w warunkach do jakich je stworzono i zweryfikować potrzebę kupna nosidła turystycznego – Tymek zaakceptował ów środek transportu a my ucieszyliśmy się z faktu niedołączenia nosidła do rzeczy kupionych pod wpływem chwili okazujących się być mało przydatnymi a wręcz zbędnymi,
  •  wjechać wyciągiem (gondolą) na szczyt – z zaznaczeniem, że ja osobiście postanowiłam już nigdy więcej tego nie zrobić ! Ta rozciągająca się pod nami nicość sprawiła, że na te kilkanaście minut w moim słowniku zabrakło takich wyrazów jak” szczęście, radość oraz cieszyć się !  Jeżeli zastanawiacie się jak Tymek przetrwał tą podróż odpowiem tylko, że każdorazowe rozbujanie gondolki przez wiatr stanowiło dla  Tymka bodziec do niekontrolowanego, niepohamowanego śmiechu.
Górskie klimaty zostawiamy zawsze z ciężkim sercem ale i też postanowieniem powrotu. Po cichutku powiedzieliśmy „do zobaczenia Karpaczu” i wyruszyliśmy w drogę do domu. Gorycz rozstania z górami  osłodził nam fakt, że już następnego dnia mieliśmy uczestniczyć w wielkim wydarzeniu organizowanym przez Stowarzyszenie Przyjaciół Osób z Zespołem Downa w Zielonej Górze ale o tym w kolejnym poście napisze już wkrótce Tymkowa Babcia.








  
Zapraszamy również na krótką relację z naszych WYPRAW. 

Mama Tymka 

Komentarze

Popularne posty