Czekając na spotkanie …


Jes­teśmy jed­ni dla dru­gich piel­grzy­mami, którzy różny­mi dro­gami zdążają w trudzie na to sa­mo spotkanie” powiedział kiedyś Antoine de Saint-Exupéry. Ta mądra myśl, którą przelał na papier jeden z moich ulubionych autorów szkolnych lektur od razu stała się drogowskazem w pisaniu relacji z kolejnego, a dla nas drugiego pikniku integracyjnego naszego Stowarzyszenia

To spotkanie miało dla mnie inny wymiar niż zeszłoroczny piknik. Stres zastąpiło miłe uczucie oczekiwania i chęć spotkania się z tymi z którymi spotykamy się zdecydowanie za rzadko. Byłam też ciekawa jak przez ten rok zmienili się Tymkowi przyjaciele – Ola , Piotruś i Karolek (chociaż tego ostatniego urwisa widziałam w wakacje) i wszyscy których znam z fejsbukowych profili. 

Kiedy więc przybyliśmy po półtora godzinnej jeździe do miejsca docelowego, szybko ruszyliśmy w kierunku rozbitych namiotów. Pałac w Wiechlicach, piękny ogród, zielona trawa … zauważyliśmy pierwszych stowarzyszeniowych przyjaciół. Charakterystyczny klimat pikniku – gwar, podekscytowanie, wszyscy uśmiechnięci ochoczo witają się radosnym Dzień Dobry :D

Ci, którzy przyczynili się do tego, że to piękne miejsce na te parę godzin stało się najważniejszym punktem na mapie, krzątali się i czuwali żeby każdy z przybywających czuł się tym najważniejszym gościem :-D, a  goście przybywali i przybywali. Wśród znajomych twarzy, kilka nowych nieznanych nam osób (Tymuś nie jest już jednym z najmłodszych Zespolaczków, są od niego młodsi…). 

Staram się skupić uwagę na jednej rzeczy, na jednym wydarzeniu, ale to jest a wykonalne! Tyle pozytywnej energii, taka radość, tu ktoś zagada, uśmiechnie się… Wymieniamy poglądy z naszym „kocykowym” sąsiadem (dziadkiem Tosi) o tym jakie pozytywne zmiany zachodzą w społeczeństwie, a wreszcie o tych wszystkich którzy mają w rodzinie osoby niepełnosprawne i dzielnie stawiają czoło dyskryminacji i nietolerancji. 

Tymek jak przystało na aktywnego prawie dwulatka przemieszcza się (przy pomocy rodziców oczywiście) od atrakcji do znanych jego rodzicom stowarzyszeniowych „cioć” żeby wymienić poglądy, dowiedzieć się czegoś nowego. Przecież kto jak nie praktycy wiedzą najlepiej? Są kopalnią pomysłów, nowinek i inspiracji, pokierują takimi nowicjuszami jak my.  

Łapię i układałam w myślach te chwile, te uśmiechy, tę sympatię, to zrozumienie i akceptację jak najzagorzalszy zbieracz znaczków pocztowych :D Wiem, że sięgnę do nich pamięcią kiedy dopadnie mnie chandra czy zwątpienie. Tymkowy Dziadek po tym jak został „wykorzystany” przez Tymciaka w celu zaniesienia go do wybranego przez niego punktu, ni z gruszki ni pietruszki powiedział – „cieszę się, że chociaż raz do roku możemy się spotkać z tymi, którzy wiedzą o czym mówimy i myślimy”. Spojrzałam na mojego męża, przeanalizowałam to co usłyszałam i chyba pierwszy raz tak prawie z marszu przyznałam mu rację!

Dziękujemy Wam za te kilka wspólnie spędzonych chwil … ..Cennych jak nieoszlifowane diamenty… I chociaż smutno nam, że piknik jest już wspomnieniem a nie oczekiwaniem, to nie pozostaje nam nic innego jak rozpocząć odliczanie do kolejnego Stowarzyszeniowego  SPOTKANIA. 

Z cieplutkimi pozdrowieniami Babcia Tymka












 P.S. Dziękujemy Wszystkim za udostępnienie zdjęć :)

Komentarze

Popularne posty