W poszukiwaniu „ideału” …

Jeżeli istnieją tacy „ktosie” jak antyeksperci do spraw wózkowych to ja na pewno się do takowych  zaliczam. Moje doświadczenia z wózkami zawsze kończyły się tak samo – wymianą na nowe. Odkąd pamiętam czyli od tak zwanego „zawsze” (to zawsze datuje się od momentu zajścia w ciążę) marzył mi się wózek w stylu retro – duża gondola, wielkie pompowane koła najlepiej biało – czarne – taki sentymentalny powrót do czasów kiedy to ja sama w takim jeździłam (choć etapu tego w moim życiu z racji wieku nie pamiętam).

Jak do tego doszło ? Jak w tym krótkim okresie ze zwyczajnego śmiertelnika stałam się antyekspertem ?Moja historia zaczyna się dość niewinnie no dobra może nie tak do końca niewinnie ale gdzieś pomiędzy niewinnością a jej przeciwieństwem :D

Ze względu na fakt, że przedwcześnie trafiliśmy z Tymkiem (znanym wtedy jeszcze jako Bobek/Bobster) do szpitala nie oddaliśmy się tradycyjnemu sposobowi wózkowych poszukiwań jeżdżąc od sklepu do sklepu sprawdzając faktyczny stan wózka a w zaciszu szpitalnego łóżka wyboru dokonaliśmy przy pomocy przeglądarek internetowych. Jedna, druga, trzecia strona i nagle moje serce zabiło mocniej -TAK! to miał być ON! – mój wózkowy „wybranek” – każdy jego element składał się w jedną doskonałą całość tworzącą idealne odwzorowanie mojego marzenia ;) I tu na tym etapie skończyłoby się moje och i ach bo tylko w moim wyimaginowanym świecie ten wózek nadal pozostaje idealny. Szybkie zderzenie z rzeczywistością odkrywało kolejne jego wady. Pękająca gondola, łamiące się śruby, fotelik będący częścią zestawu stał się dla Tymka więzieniem, jego nienaturalnie wygięte ciałko i niezadowolona mina zwiastowały rychły zakup nowego fotelika.

Ciężka, masywna spacerówka, duża a nawet ogromna konstrukcja sprawiały, że nijak z wygodą i poręcznością nie miało to nic wspólnego- ale momencik przecież sama wybrałam a nawet pragnęłam posiadać taki stelaż, właśnie takie koła – to skoro w zestawie z gondolą stanowił nie lada ciężar to dlaczego w przypadku spacerówki miałoby być inaczej ? Pochyliłam głowę w geście kapitulacji, sama przed sobą przyznałam się do porażki i zaczęłam poszukiwania spacerówki bardziej praktycznej. Lekkiej mniejszej takiej „podręcznej”. Nie pytajcie jednak proszę o finał moich poszukiwań zdradzę Wam tylko, że kółka które nie jeżdżą po wszystkich powierzchniach (i nie mam tu na myśli dziur, wądołów, bagien a zwykłe posadzki)  a wózek który nie wytrzymuje naporu naturalnej wagi dziecka nie jest dobrym wyborem !  W ten właśnie sposób przylgnęła do mnie łatka antyeksperta a do każdego mojego kolejnego pomysłu i  wielkiego podekscytowania z tym związanego domownicy nauczyli się podchodzić z dystansem :D

Ja jednak pozostaje wierna swojemu przekonaniu, że wózek idealny istnieje, że połączenie praktyczności z wygodą i zaspokojenie zarówno moich jak i Tymka potrzeb jest możliwe !







 

PS. Zdradzę Wam nawet pewien sekret w naszym domu pojawił się kolejny następca ! O szczegółach pisać jednak jeszcze nie będę ;) 

Mama Tymka

Komentarze

Popularne posty