Wypoczynek … ?

Pakując się na każdy kolejny wyjazd wypoczynkowy pierwszą rzeczą jaką zabieram do swojego bagażu podręcznego są różnorakiej maści leki – począwszy od tych przeciwgorączkowych a skończywszy na tych regulujących florę bakteryjną Tymkowych jelit.

Tym razem kompletując lekową wyprawkę poza działającym cuda ibuprofenem w oczy rzucił mi się także paracetamol. Te dwa leki nie raz uratowały nam życie naprzemiennie zbijając Tymkową gorączkę. Pomyślałam wtedy, że konieczność użycia jednocześnie właśnie tych 2 medykamentów w trakcie wakacji byłoby nie lada złośliwością losu. Mój matczyny instynkt jednoznacznie wskazywał jednak aby w myśl zasady „przezorny zawsze ubezpieczony” mieć w zanadrzu jedno i drugie. W ten właśnie sposób na barki walizki spadło przechowanie sporej grupki leków.  O słuszności podjętej przeze mnie decyzji przekonałam się zaskakująco szybko.  Dzień po przyjeździe nad morze Tymek stał się bardziej marudny niż zwykle a temperatura jego ciała wydawała się być podwyższona. Kolejnego dnia termometr bez zawahania w sposób bezwzględny zbliżając się w stronę Tymkowego czółka czerwienił się i rozbrzmiewał wskazując temperaturę przewyższającą górną granicę prawidłowego zakresu. Zamiast wyjścia na plażę zaliczyliśmy zwiedzanie miejscowości Mrzeżyno w poszukiwaniu pediatry – tym sposobem wzbogaciliśmy się o wiedze jaką jest rozmieszczenie ośrodków zdrowia. Na szczęście 3-dniówka trwa dokładnie tyle ile wskazuje sama nazwa to i czas na plażowanie, spacery i inne formy wypoczynku znaleźliśmy a Tymek mimo gorączki a następnie paskudnej wysypki był nad wyraz dzielny. Oprócz oczywistych nadmorskich przysmaków typu gofr, rybka posmakował także rzeczy, które nam wydawałyby się mniej oczywiste a dla dziecka były priorytetem czyli piasku i morza . Miał wspaniałych kreatywnych kompanów do zabaw co nie pozwoliło na wtargnięcie do jego dnia nudy. Pod bacznym okiem Cioci i Wujka opanował do perfekcji grę w tak zwanego „cymbergaja”.


 W wypoczynkowy klimat wprowadziliśmy elementy nauki  dzięki czemu Tymek wzbogacił się o nowe umiejętności – „Nie ma Tymusia” oraz „Prześlij buziaka”;)   


Pomimo kilku przeciwności i dziwnego poczucia, że bardziej się zmęczyliśmy niż wypoczęliśmy w trakcie tych wakacji to możecie mnie uznać za szaloną ale wyjazd uważam za udany. Odskocznia od codzienności, przełamanie panującej w życiu rutyny przydaje się każdemu a  wspomnienie tego szczególnego rodzaju wakacyjnej beztroskiej (pomijając gorączkę) rodzinnej atmosfery na długo po powrocie do domu sprawia, że niejednokrotnie łapiemy się na tym, że uśmiechamy się niekontrolowanie:) 









Mama Tymka

Komentarze

Popularne posty