„Wakacje” czas zacząć !

Zawsze sygnalizował początek i koniec, niósł ze sobą chwile szczęścia, wybawienia ale i grozy. Sprawiał, że na twarzach wielu osób malowała się szeroka gama emocji. W wielu z nas wywołał niejednokrotnie sprzeczne uczucia od nienawiści po absolutną miłość.   I choć wydawało się, że od jego pierwszych „podrygów” minęła dopiero chwila to nadszedł czas aby rozbrzmiał ostatni raz w tym roku szkolnym.
DZWONKU ! – będący zwiastunem początku roku szkolnego, lekcji ale i przerw w nauce,  sygnalizujący rychły koniec 45 minutowego starcia „uczeń – nauczyciel”, dający nadzieję na 2 miesięczny odpoczynek – kocham i nienawidzę Cię jednocześnie  :) 

Choć od czasu kiedy to dla mnie zabrzmiał po raz ostatni szkolny dzwonek zwiastując tym samym koniec mojej uczniowskiej kariery minęło już kilka lat to jednak  nasze losy splotły się nieodwracalnie. Nie wiem czy bardziej za sprawą Tymkowej Babci, która jako miejsce swojej pracy wybrała mury szkolne czy może, ze względu na fakt, że przyjście na świat dziecka wiąże się z jego „obowiązkiem nauki”.

Jako, że Tymkowi przychodzi wszystko nieco trudniej niż standardowym dzieciom a to co  nam wydaje się być naturalne wcale dla niego takowe nie jest , musiał swój „obowiązek nauki” podjąć nieco wcześniej – tak właśnie stał się pilnym uczniem  SOSW w Świebodzinie mając ok 5 miesięcy. Szeroka gama terapii jaka została wpisana do jego grafiku wprowadziła do naszego życia więcej dyscypliny i systematyczności. Codzienne wyjazdy weszły nam w krew a życie „na walizkach” stało się zwykła codziennością.

Kiedy 22 czerwca zakończyliśmy szkolny cykl terapii a dzwonek obwieścił nam nadejście wakacji z jasno wyznaczonymi celami, zadaniami domowymi  rozłożonymi na 2 miesiące wsiedliśmy do samochodu zostawiając za sobą dobrze znany nam budynek. Ogarnęło nas wtedy to dziwne uczucie. To samo uczucie w najbliższych dniach wracało do nas niejednokrotnie – zrozumiałam, że radość z wakacji  poprzeplatana była strachem. Mój lęk wiązał się z tym, że pomimo intensywnej nauki w domu, skrupulatnie opracowanego planu działania na 2 miesiące,  utraciłam to co dawało mi poczucie bezpieczeństwa, co stanowiło mój azyl – możliwość cotygodniowej konsultacji z terapeutami, korygowania sposobu naszych codziennych ćwiczeń, cennych wskazówek. Tym samym całą „odpowiedzialność” za prawidłowy rozwój Tymka przejęłam właśnie ja.  Czyż nie jest tak, że ilekroć podejmujemy jakieś wyzwanie w pracy czy choćby w szkole to ciężar odpowiedzialności jaki spoczywa na naszych barkach maleje proporcjonalnie do liczby osób jakie je podejmuje ?  Dzielimy się nią pomiędzy wszystkich zaangażowanych tym samym odczuwając ulgę …

Paradoksalnie ten sam lęk stanowi źródło mojej motywacji a świadomość wielkiej odpowiedzialności wprowadza w naszą codzienność jeszcze większą samodyscyplinę. „Stawka” jest ogromna, wiemy co należy robić, wiemy co chcielibyśmy osiągnąć – cóż więc pozostaje nam innego – ZACZYNAMY DZIAŁAĆ :)



Mama Tymka

Komentarze

Popularne posty