Weekend czas zacząć ;)

Do Poznania mam szczególny sentyment – nie wiem czy to dlatego, że spędziłam tam jak to się ładnie mówi „najlepsze lata swojego życia”, które potocznie zwane są studiami czy może dlatego, że swoją ostoję, swój dom znalazła tam moja rodzina – a może jedno i drugie sprawiło, że czuję siłę przyciągania pomiędzy mną a Poznaniem ;) Tak na marginesie wiecie co jest najbardziej zaskakujące w życiu studenckim, że beztroskę, która panuje w tym okresie dostrzega i docenia się dopiero w czasach późniejszych.
Od pomysłu do postanowienia weekendowego wyjazdu minęła krótka chwila, to był impuls, jedna myśl, wypowiedziane słowa aż w końcu ostateczna decyzja o wyjeździe ;) Zanim zdążyliśmy spakować walizki poszczególne dni weekendu zapełniały się propozycjami aktywnego spędzenia czasu. Tymkowa Ciocia – Babcia pieczołowicie opracowała 3-dniowy plan, w którym znalazła się: przejażdżka Maltanką, zwiedzanie ZOO, podboje osiedlowych placów zabaw, termy a ja w między czasie dodałam zakupy z kuzynką ;) Jak to wszystko wyglądało w praktyce ? :
  • Czwartek – wielkie pakowanie. Choć wszelkie znaki na niebie i ziemi zwiastowały iście letnią pogodę to ja wychodząc założenia że przezorny zawsze ubezpieczony do walizki postanowiłam wrzucić, 2 kurtki, kilka bluz, 2 pary butów i rajstopki – Bo przecież nikt nie dał mi gwarancji że nie zaskoczy nas jakaś zima. Z postanowienia spakowania się w jedną niewielką walizkę wyszło pakowane się w wielką walizę ;)
  • Piątek – przedwyjazdowe dopakowywanie i pieczenie ciasta. Walizka sprawdzona kilkanaście razy pod kątem posiadania wszelkich niezbędników – czas na zmierzenie się z czekoladowym ciastem z burakami. Z pomocą kuzynki buraki w cieście okazały się nie być takie straszne a po degustacji czekoladowca skinieniem głów w swoim kierunku wyraziłyśmy zadowolenie i dumę z wykonania go :) Podróż do Poznania minęła na szczęście szybko – Tymkowa niechęć do znajdowania się środku transportu jakim jest samochód okazała się tym razem być znośna zarówna dla Tymka jak i dla współpodróżników :)
  • Sobota – Wyruszamy na podój ZOO :) – jednak nie dojeżdżamy tam samochodem a CIUCHCIĄ :D Wprawdzie ta sztuka nie udała się nam wszystkim ale w okrojonym składzie w wagoniku dotarliśmy aż pod samo ZOO gdzie czekała już na nas reszta ekipy w składzie: Tymkowy Tata i Wujek-Dziadek.Tempo zwiedzania oraz rodzaj odwiedzonych zwierząt dostosowaliśmy do potrzeb i możliwości Tymka. Zarówno pogoda jak i humory dopisały. W jednej chwili poczuliśmy tę beztroskę, klimat iście wakacyjny: CHWILO TRWAJ :D Tymek zachwycony żubrem, kozami, osiołkami i papugami – reszta wydała się być mu zupełnie obojętna.  Po powrocie z ZOO szybkim tempem wyruszyłyśmy z kuzynką na zakupowe szaleństwo – w planach zakup rampersów i ręcznika dla Tymka. W czasie gdy my przedzierałyśmy się przez gąszcz sklepowych półek Tymek wraz z Ciocią – Babcią zaznajamiał się z osiedlowym placem zabaw i poznawał nowych kolegów :)
  • Niedziela – pianka do pływania spakowana więc czas na Termy Maltańskie :) Woda to Tymka żywioł, zamaszyste chlapanie rączkami i nóżkami a wreszcie i uwielbiane przez Tymka fontanny od których nie dał się Cioci – Babci  odciągnąć;) Po wyczerpujących wodnych harcach odpoczynek na leżaku i determinacja do nauczenia Tymka samodzielnego trzymania butelki – z różnym efektem :)
Nie muszę Wam chyba pisać, że po tych wszystkich atrakcjach, miło spędzonym czasie, beztrosce powrót do rzeczywistości wydawał się być sto razy bardziej bolesny niż zwykle. Nic co piękne nie trwa jednak wiecznie a dozowanie takich pozytywnych emocji jest koniecznie by móc cieszyć się takimi chwilami gdy one w końcu nastąpią jeszcze bardziej :) A za ten wyjątkowy weekend dziękujemy Naszym „KICAJOM”.












Mama Tymka

Komentarze

Popularne posty