„Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać”

Dawno, dawno temu za 7 górami, za 7 lasami w maleńkiej miejscowości Poznań wyruszyłam w swoją przygodę życia zwaną również studiami. Lekko przerażona z każdym kolejnym krokiem brnęłam w nieznane. Z poczuciem pustki po opuszczeniu rodzinnego domu, strachu i samotności wynikającej z otaczających mnie obcych twarzy dotarłam do miejsca spowitego ciemnościami – TAK to był właśnie AKADEMIK !! Nie był to ten sam akademik znany mi z opowieści absolwentów, był jakby mroczniejszy bardziej niedostępny. W otchłani (w pokoju obok) ujrzałam twarze zagubione tak samo jak JA. Jedna wydawała się jakby mniej przyjazna, nieco dominująca – no dobra koniec z tym czarowaniem wydawała się po prostu wredna ;)  i to właśnie nasze ścieżki los postanowił nierozłącznie spleść. Coś było w niej takiego  przyciągającego – hipnotyzującego – co po pewnym czasie okazało się być po prostu dobrocią skrywaną przed niepożądanymi spojrzeniami.

W dniu, w którym urodził się Tymek wydzwaniała w nieskończoność – nie wiedziała, że rodziłam akurat tamtego dnia ale jak mi później powiedziała – czuła, że u mnie jest coś nie tak. Po 2 dniach napisałam smsa, że Tymek jest już z nami ale, że nie wszystko skończyło się tak jak chcieliśmy. Tak właśnie dowiedziała się, o Tymkowym ZD. Muszę powiedzieć to głośno – bałam się odrzucenia jednak i wtedy dała ona mi wyraz swojej przyjaźni – nie zwlekała, nie pozwoliła mi pogrążyć się w myśleniu  i użalaniu nad domniemanym końcu naszej znajomości – zadzwoniła z tą samą werwą, z tym samym głosem, w którym nie usłyszałam tak bardzo znienawidzonego przeze mnie  wtedy współczucia. Rozmawiała ze mną jak dawniej, potrafiła skierować moje myśli choć na tą krótką chwilę na inny tor – Marcelko jestem Ci za to niezmiernie wdzięczna.

Dziś podczas naszych spotkań jest dokładnie tak samo jak kiedyś – z tą małą różnicą, że w nasz dotychczasowy sposób spędzania czasu wkradł się Tymek. Nie traktuje mnie jak przyjaciółki, która jest mamą dziecka z ZD a po prostu, która jest mamą. Pozostałam dla niej tym samym człowiekiem – no może bardziej odpowiedzialnym i zorganizowanym niż wcześniej :) Gdy patrzy na Tymka nie widzę w jej oczach zakłopotania czy też zmieszania, widzę to co chciałaby zobaczyć każda matka – zachwyt nad jej dzieckiem :) 

Przyjaźń jest jedną z trudniejszych relacji, która łączy dwóch ludzi. Wymaga ciągłej pracy i obopólnych chęci. To trochę tak jakby się miało siostrę ale jednak bez więzów krwi, które same w sobie potrafią przecież być kluczowym argumentem do zażegnania konfliktów. Podczas tych kilku lat miałyśmy całkiem sporo gorszych momentów  – Ona uparta, ja także – jednak było coś co w sytuacjach kryzysowych dawało nam kopa do przetrwania – ZALEŻAŁO NAM NA SOBIE. To właśnie to sprawiło, że dziś pomimo dzielącej nas sporej odległości, pomimo własnych rodzin, natłoku spraw, pomimo różnic zdań i charakterów po długich rozłąkach czasami i kilkumiesięcznych czuję się tak jakby nasze ostatnie spotkanie dopiero co się skończyło.


Mama Tymka

Komentarze

Popularne posty