Kiedyś musiał nadejść TEN dzień …

Ciągłe odliczanie dni, godzin, minut do …  jest moją obsesją. Nie ma  znaczenia czy to do czego nieuchronnie biegnący czas mnie zbliża jest miłe czy nie, odliczam i już (chyba natręctwo jakieś czy co).
Od 14 lutego rozpoczęłam wielkie odliczanie do podwójnej uroczystości, których finał zaplanowałyśmy z Natalką na 27 lutego. W tym oto dniu Tymek oficjalnie miał zasilić szeregi roczniaków, a Jego Dziadek zmierzyć się z upływającym czasem i wkroczyć w kolejną dziesiątkę :-).
Ułożyłyśmy misterny plan urodzinowych imprez i przystąpiłyśmy do realizacji naszych wymysłów. Od początku jasne było, że Tymkowa uroczystość odbędzie się w lokalu, Dziadka zaś na tak zwanej domówce ;-)
Nie miałyśmy żadnego problemu z wyborem lokalu, zaproponowałam Natalce niedawno otwartą Kuchnię RabarBar . Jedzenie przepyszne, pięknie podane, RabarBarowe Dziewczyny (tak o sobie mówią :-D) uśmiechnięte i sympatyczne.

 Sam lokal urządzony ze smakiem w stylu, który bardzo mi odpowiada i idealnie wpasował się w charakter „roczkowej” uroczystości: jasne ściany, stoły i krzesła, piękna dekoracja i zastawa. Robi wrażenie:-) 
Lokal klepnięty, menu opracowane , godzina spotkania podana, rozpoczynam więc odliczanie: dwa tygodnie, tydzień … wreszcie piątek 26 luty, sobota 27 lutego, 5 godzin… godzina , wyjeżdżamy!
Tradycyjny „rodzinny szum”, gwar, rozmowy i to co najważniejsze skupiony roczny Tymek z uwagą obserwujący całe to zamieszanie :-D Dzielnie zniósł ten kilkugodzinny rozgardiasz i spełnił swoje obowiązki wobec gości jak należy. Kiedy przyszedł czas na wybieranie przedmiotów, które mają świadczyć o wykonywanym zawodzie w dorosłym życiu, Tymek z godnością i iście stoickim spokojem wybrał - różaniec i kieliszek (bez komentarza ;-)).
Pewne problemy pojawiły się przy torcie i świeczce, ponieważ jak zawsze wszystko co znajduje się się w zasięgu nóżek i rączek Tymka musi zostać dotknięte, kopnięte i Bóg wie co jeszcze a , że gaszenie świeczki przez naszego wnuka nie wchodziło w grę to starszy brat/kuzyn Piotruś z lubością i namaszczeniem gasił tę świeczkę kilka razy ;-) wspólnie z jego koleżanką a kuzynką Tymka – Basią.
Radości nie było końca, patrząc na uśmiechnięte twarze bliskich Ci osób myślisz - grunt to rodzina i nie jest to jakiś frazes, banał czy pustosłowie! To pewnik, stwierdzenie to opoka i podstawa Naszego życia!
To są wspomnienia do których będzie się wracać do końca życia. Wiem co piszę, roczek Naszego pierwszego wnuka Piotrusia mogę odtworzyć godzina po godzinie (wydaje się, że to było zaledwie wczoraj …, a minęło 5 lat i 3 miesiące).
I pomimo tego, że ciężko nam się pogodzić z tym, że Tymek rośnie jak na drożdżach i nie jest już niemowlęciem (nawet fryzurę ma taką „dorosłą”) a czas nieubłaganie z dziwną konsekwencją „pożera” kolejne dni, to zmęczeni i spełnieni jako dziadkowie, w niedzielne popołudnie kiedy byliśmy już sami mogliśmy sobie powiedzieć - kochanie to była cudowna uroczystość. 


Babcia Tymka

Komentarze

Popularne posty