Co powinno…

Każdy świeżo upieczony rodzic (chyba) chcąc wiedzieć jak doskonałe w swojej niedoskonałości jest jego dziecko nie może oprzeć się pokusie zagłębienia się w lekturze  „Co powinno robić … miesięczne/letnie dziecko”.
Ja wiedząc, że Tymek w zwykłych standardach nijak się nie mieści szukałam tabelek, wykresów, zestawień, czegokolwiek co podpowiedziałoby mi co moje mało standardowe dziecko winno robić w określonym wieku. Znalazłam to czego szukałam ale nie to czego oczekiwałam. Mozolne dogrzebanie się do tych informacji okazało się nie być odpowiedzią na moje pytania. Rozpiętość widełek/przedziału jest tak ogromna, że jedyne czego byłam pewna to to, że kiedyś rzeczywiście Tymek dojdzie do kolejnych etapów.  Kiedy ? W ciągu kilku, kilkunastu miesięcy… Machnęłam na to ręką obiecując sobie, że nigdy więcej nie podejmę się zabawy pod tytułem „ moje dziecko umie już to i tamto …” No właśnie moje dziecko naprawdę jeszcze tego i owego nie umie i całkiem możliwe, że zacznie to robić równo z kolejnym Waszym potomkiem/wnukiem/siostrzeńcem/bratankiem itd a doliczając do tego Tymkową tendencję do lenistwa jest to nawet bardziej niż prawdopodobne ;) 

Do dziś za to pamiętam to moje codziennie udręczanie się faktem braku Tymkowego śmiechu i uśmiechu. Wmawianie, wynajdowanie chorób, które mogłyby być przyczyną takiego stanu rzeczy. Płacz, niepokój w końcu napady paniki – dlaczego On nadal się nie śmieje… przecież Tytus, Romek, Atomek i inne Kaśki i Jadzie już dawno to robią. Lęk przerodził się w paranoje do tego stopnia że spędzał mi sen z powiek. Nie wiem  czemu to właśnie ten punkt rozwoju był dla mnie tak istotny. Może dlatego, że wydawał się być najbardziej osiągalnym w tamtym okresie bo przecież na inne rzeczy trzeba było poczekać nieco dłużej…  A ja chciałam namacalnego dowodu już tu i teraz – dowodu na to, że pomimo Zespołu Downa rozwija się i to dobrze.  To moje początki z oswajaniem się z ZD sprawiły, ze strach przysłaniał mi najprostsze rozwiązanie to, że na wszystko potrzeba czasu. Na jedne rzeczy więcej na drugiej mniej a cierpliwość, wytrwałość i zrozumienie to prawdziwe cnoty. Uświadomienie sobie tego, spuszczenie z tonu spowodowało , że nawet nie wiem kiedy a Tymek rechotał już tak głośno i tak długo, że w obawie przed całkowitym zapowietrzeniem trzeba było go powstrzymywać.

Codziennie pokonujemy kolejne bariery i wyznaczamy sobie nowy cel do którego uparcie ale zarazem cierpliwie dążymy. Ćwiczymy Tymkowy umysł i ciało i widzimy tego efekty. Mamy świadomość, że okres oczekiwania na kolejne postępy może się nieco wydłużyć ale wiemy już też na pewno, że nie są one nieosiągalne są po prostu dla Tymka chwilowo nieodkrytą pełną zagadek i tajemnic strefą.  Ocenę rozwoju Tymka pozostawiam natomiast nie „napotkanym” w internecie frazom  a specjalistom,  którzy posiadają do tego odpowiednią wiedzę i niezbędne doświadczenie ;) 


Mama Tymka 

Komentarze

Popularne posty