Ciocie, Babcie – przybywajcie ;)


Ciocie, Babcie – przybywajcie ;)

Facebook 0 Pin It Share 0 Zapisz Twitter 0 Google+ 0 0 Flares
To uczucie, które opanowało Cię bez reszty  gdy w Twojej zawładniętej przez dziecko przestrzeni życiowej pojawia się upragniony wybawca – bezcenne ;) Gdy owa przestrzeń staje się rzeczywiście Twoją – któż nie czeka za tymi chwilami oddechu , doładowaniem wyczerpanych akumulatorków – niestety czasami i siła napędzana przez Duracell  nie może się równać z nadmiarem niespożytych dziecięcych pokładów energii ;)
Właśnie dlatego gdy nadchodzą momenty najazdów wszelkiego rodzaju „cioć” i „babć” chętnych i gotowych do przejęcia Twojego potomka wraz z wszelkimi idącymi za tym obowiązkami , zaćmiony chęcią odpoczynku umysł zapomina o wszelkich mozolnie wypracowanych zasadach, normach, wpajanych do upartej dziecięcej główki pozwalających choćby na skorzystanie z toalety, ogarnięcie domu (kiedyś myślałam, że każdego dnia zabierasz się za sprzątanie po to żeby w domu było czysto okazało się, że robisz to żeby nie było brudniej) i  …. Dajesz się ponieść błogiemu stanowi lenistwa – ochoczo wyciągasz wyprostowane ręce, na końcu których trzymasz gotowego do przechwycenia potomka ;)   Chwilo trwaj, ciocio zostań jeszcze dzień dłużej a najlepiej wprowadź się – pokój gotowy do zamieszkania od zaraz – w ofercie mamy: zabawy do białego rana, trenera personalnego jogginu oraz akrobacji, towarzystwo 24 h na dobę, po wcześniejszych uzgodnieniach możliwe zażywanie kąpieli w basenie (wannie) z piłeczkami ;)
Wierzcie lub nie ale chwila ta jednak nie trwa wiecznie a ciocia znika równie szybko jak się pojawiła i tak oto dociera do Ciebie, że niewidzialna ochrona stanowiąca barierę przestrzeń-dziecko powoli kruszeje a na dodatek wraz z dzieckiem wkrada się do niej chaos – efekt zaniechania egzekwowania wcześniejszych panujących w niej zasad pozwalających na przetrwanie każdego kolejnego dnia – taki survival.  W ramach manifestacji niezadowolenia z faktu nie poświęcania dziecku 100% swojego czasu i uwagi zyskujesz jęki, płacze, a w przypadku Tymka także bardzo pokazowe rzucanie się, wyginanie oraz dziobanie (uderzanie we wszelkie powierzchnie miękkie i na wielkie nieszczęście twarde również). Widząc takie sceny dantejskie w głębi serca zaczynasz żałować, że dałaś się ponieść tym chwilom rozkoszy i oddałaś dziecko w ręce zdolne do rozpieszczania ;)
Swoją drogą nagle dostrzegasz, że te małe pozornie bezbronne istotki zwane potocznie dziećmi okazują się być na tyle cwane i przebiegłe, że zaczynasz doceniać geniusz i wielkość swojego  „przeciwnika”. Obiecujesz sobie nigdy więcej nie zlekceważyć go – oczywiście trzymasz się wyznaczonej przez siebie drogi  aż do momentu … kolejnych odwiedzin cioć :) Bo jeżeli zastanawiacie się czy warto stawać w obliczu takich wyzwań (zabrzmiało rodem z facebooka) odpowiadam: TAK. Choćbyście nie wiem jak bardzo kochali, uwielbiali i wielbili swojego potomka to nadal jesteście tylko ludźmi którzy: miewają chwile słabości, gorsze dni, bywają zmęczeni, niewyspani, rozdrażnieni co nie do końca pozwala uwierzyć, że ten wyidealizowany świat macierzyństwa, w którym na twarzy mamy 24h na dobę widnieje „grymas szczęścia” (nawet w nocy – no proszę Was w to na pewno nie uwierzę:P ) naprawdę istnieje. Pozostawiam go zatem w sferze chce żeby tak było ale nic co ludzkie nie jest mi obce  więc nie do końca tak jest i czasami zwykły pokrzepiający do dalszych działań reset, po którym podchodzisz do dziecka jak nowonarodzona jest wręcz niezbędny.
Pytanie tylko brzmi: Czy uda się spacyfikować „rozpieszczalską” moc „ciocio-babć” na tyle żeby powroty do przyswajania starych reguł były nieco lżejsze ? Hmm… Macie rację – niewykonalne ;) 


Mama Tymka

Komentarze

Popularne posty