Miał być lekki tydzień...

ługo nie pisaliśmy o przebiegu Tymkowych dni i właśnie dzisiaj postanowiliśmy nadrobić bądź co bądź duże zaległości.
  1. Tydzień 27.04-30.04 mieliśmy ciężki http://byc-jak-tymuszkiewicz.blog.onet.pl/2015/04/30/wedrujemy/, wykorzystany na maksa i choć składał się on tylko albo aż z 4 dni pracujących to cieszyliśmy się, że się zakończył i rozpoczęła się majówka – czas odpoczynku.
  2. Majówka – nadszedł pierwszy kryzys laktacyjny. Moje zasoby pokarmowe stały się niewystarczające do potrzeb Tymkowego brzuszka i choć ubolewałam nad tym bardzo, czułam jakby moją pierwszą matczyną klęskę to dumę schowałam w kieszeń, smutki i rozterki rzuciłam za siebie i wspólnie podjęliśmy decyzję o wprowadzeniu co 2 karmienie mleka modyfikowanego. Głęboko na dnie szafy w ciemnościach stały zapomniane 2 różne puszki mleczka (NAN H.A. i Bebilon h.a.). Jako, że Tymuś oba w szpitalu i po powrocie ze szpitala konsumował to lęku o zaakceptowanie tegoż pokarmu nie mieliśmy. To był właśnie Nasz błąd. Pierwsze podanie tego białego proszku i bach !! Wymioty, biegunka, pobyt w szpitalu (wtedy jeszcze myśleliśmy, że to może jakiś wirus/bakteria nie podejrzewaliśmy, że to mleko ale najprostsze rzeczy przychodzą najtrudniej). Jako, że Tymkowi szybko przeszło (uff) a ja ostatkami sił wróciłam do prób karmienia piersią w niedzielę dostaliśmy przepustkę i wyszliśmy do domku a w poniedziałek stawiliśmy się na usg brzuszka po, którym dostaliśmy wypis ze szpitala. Wielka ulga dla Nas wszystkich – Tymek jest zdrowy jak rybka.
  3. Jako, że w poniedziałek staliśmy w szpitalnych kolejkach to przepadła nam rehabilitacji ale zdrowie najważniejsze. Ku naszej ( Tymka niekoniecznie) uciesze udało się rehabilitacje przełożyć na wtorek. Tymek jakby spokojniejszy ale też osłabiony więc wiele od niego nie wymagaliśmy. Trochę naciągania, lekkie ćwiczenia na piłce i do domku;
  4. Środa – wspólnie podejmujemy decyzje! W sobotę wybieramy się na Nasze pierwsze spotkanie do Stowarzyszenia Przyjaciół Osób z Zespołem Downa  i choć obawy mamy duże trwamy w swojej decyzji;
  5. Czwartek – kolejny kryzys laktacyjny. Mleko modyfikowane, 2 godziny i powtórka z rozrywki wymioty, biegunka itd., pakujemy Tymka do samochodu i jedziemy do pediatry. Mówimy o naszych obawach i spostrzeżeniach i pada wyrok – alergia pokarmowa. Dostajemy receptę na preparat mlekozastępczy -  Nutramigen. Na wszelki wypadek dostajemy również skierowanie do poradni alergologicznej a ja czuję się winna – nie dałam rady zapewnić swojemu dziecku tego czego powinnam. Ku naszemu zaskoczeniu to nie koniec problemów od pediatry słyszymy, że po takim ciężkim wysiłku związanym z wymiotami pojawiła się przepuklina mosznowa. Do rąk dostajemy skierowanie do chirurga dziecięcego z zaleceniem jak najszybszej konsultacji (najlepiej już dnia następnego). Nie zwlekamy i przestraszeni dzwonimy umówić się na wizytę.  Opowiadamy historię i co słyszymy?? Pierwszy wolny termin na czerwiec (myślimy sobie tak to ten NFZ) pytamy  więc o termin wizyty prywatnej i niestety okazuje się, że prywatnie nie przyjmują. Angażujemy babcię, dziadka i ciocię Tymka i szukamy na piątek prywatnego chirurga dziecięcego. Jak się okazuje nawet prywatnie nie jest to taka prosta sprawa. Na nasze rozpaczliwe wołanie o pomoc zagregował tylko jeden lekarz i choć miejsc wolnych już nie miał obiecał Nas przyjąć – Bardzo Mu dziękujemy.
  6. Piątek – wizyta u chirurga dziecięcego. Usg worka mosznowego i brzuszka i odetchnięcie z ulgą , wszystko  wróciło samo na swoje miejsce. Zasięgamy porady co i jak dalej z Tymkiem i  rehabilitacją i słyszymy, że mamy zachowywać się tak jak wcześniej tylko baczniej obserwować Tymkowe podbrzusze i w razie czego dzwonić a jak na razie kolejna wizyta za pół roku. Odetchnęliśmy z ulgą.
Pierwsze spotkanie w Stowarzyszeniu będzie tematem Mojego kolejnego postu ;) na to chcemy poświęcić więcej czasu – dużo jest do opowiadania ;)
Na zakończenie chciałam dodać, że po takich dniach myślę sobie że chciałbym wrócić do normalnej codzienności ale szybko reflektuję się, że tą moją normalną codziennością jest przecież teraz Tymek i chociaż czasami mam poczucie, że nie dam rady to wierzcie lubi nie ale wystarczy mi jedno spojrzenie choćby na te małe dziecięce gołe stópki i już wiem, że muszę dać z siebie wszystko i wiecie co ? DAM!!!




A dalibyście wiarę, że ten mały Tymusiowy słodziak staję się małym terrorystą ? Ale o tym także w kolejnym poście.

Mama Tymka

Komentarze

Popularne posty