Zakupy czyli wyprawkowo :)

Zakupy, zakupy i jeszcze raz zakupy !
Asortyment ubranek, wyposażenia, gadżetów jest po prostu ogromny:) Na każdym kroku wszystko Cię kusi, bo wygląda tak profesjonalnie, bo na pewno się przyda a do tego jest przecież takie urocze – jak tu odmówić „potrzebom” Maluszka ?
Być rozważnym w zakupach – tak właśnie wszyscy mówią (ale przecież rozwaga to moje drugie imię – a przynajmniej tak sobie wmawiam ;)).
Oprócz tradycyjnego sposobu można jeszcze zrobić zakupy internetowe – dlatego też wybierasz jeden i drugi sposób i ani się obejrzysz a masz już skompletowaną porządną wyprawkę ;)
Usprawiedliwiam się cały czas, że to moja pierwsza ciąża, więc nie łapcie się mocno za głowy jak przeczytacie kilka prawd o moich zakupach a raczej o tym co było potem.
Ten kto wymyślił te wszystkie nazwy dla ubranek dziecięcych musiał mieć naprawdę dużo czasu – pajacyki, body, śpioszki, półśpioszki, kaftaniki, rampersy a do tego jeszcze już dobrze znane koszulki, spodenki, czapeczki, śpiworki i inne...
Robisz rozeznanie i już wiesz mniej więcej, czego Ci potrzeba (a właściwie dziecku) i w ilu egzemplarzach (tak żeby jednocześnie trzymać się zasady „być rozważnym na zakupach” ale robić przy tym wszystko, żeby po narodzinach niczego maluszkowi nie zabrakło). Jeżeli wybierasz się do hurtowni to sprawa jest lekko ułatwiona, półeczki z ubrankami dokładnie podpisane i opisane. Tylko wydawać pieniążki – a licznik bije oj bije :).  Wydaje Ci się, że wszystkie potrzebne rzeczy już masz więc z uśmiechem na twarzy i oczywiście wyczyszczonym portfelem względnie kartą wracasz do domku.
W domu ponowny szał – przeglądanie, segregowanie i po raz setny układanie. Mój mąż chcąc nauczyć się całego tego nazewnictwa oraz przeznaczenia ubranek postanowił „poradzić się” właśnie mnie (bo przecież kto jak kto ale przyszła mama powinna orientować się co i jak – przynajmniej On takowego zdania właśnie był). Przyłożyłam się do tego więc szło mi całkiem nieźle gdy nagle mąż mój rozkłada pewien ciuszek i zadaje pytanie – „A to jak się nazywa i do czego to się jeszcze zakłada?„. Stoję i mam mętlik w głowie, przeszukuje w myślach wszystko czego wcześniej tak skrupulatnie się wyuczyłam i... pustka. Spoglądam jeszcze raz i myślę sobie, że wygląda to przecież całkiem tak jak śpiochy ale jednak nie ma stópek (z której strony by się na to nie patrzyło to nadal ich nie ma), postanawiam, że zaryzykuję i mówię Mu, że to jednak śpioszki. I tak właśnie przebrnęliśmy przez stos nowych zakupów. Siedzę sobie jednak później i nie daje mi to nadal spokoju – czy to aby na pewno są śpioszki ?. Postanawiam iść poradzić się mamy (no Ona to już musi wiedzieć). Nie myliłam się – wiedziała – i jednak sprawdziło się, że najprostsze rzeczy sprawiają nam najwięcej trudności.
Drogie mamy to nieznane dla mnie „coś” co sprawiło mi tyle problemu okazało się po prostu SPODNIAMI NA SZELKACH!!! Uwierzyłybyście ?! Ja do teraz jak sobie o tym przypomnę to ogarnia mnie śmiech ;)
I tym sposobem Ja – przyszła MAMA – „dowiedziałam” się jak wyglądają spodenki dla noworodka :)

Komentarze

Popularne posty